Znów jesteś na samym końcu.
Rano klienci - bo grafik, bo obiecałaś, bo musisz, aby się utrzymać. Po południu obiad, dzieci i inne obowiązki, które i tak spadają na Ciebie. Wieczorem jeszcze tylko dokończysz to, co nie zmieściło się w ciągu dnia - przecież to tylko godzina, może dwie.
Wszyscy mają w tym dniu swoje miejsce. Klienci. Rodzina. Zobowiązania, na które kiedyś powiedziałaś „tak". Wszystko jest ważne, wszystko się jakoś mieści.
Tylko na tą jedna rzecz, którą planowałaś zrobić dla siebie - spacer, chwilę z książką, umówienie tej wizyty, którą przekładasz od miesięcy - znowu zabrakło miejsca. Przesuwasz ją na jutro. Tak jak wczoraj przesunęłaś ją na dziś.
I nawet nie zauważasz już momentu, w którym rezygnujesz z siebie. To dzieje się samo.



